poniedziałek Grudzień 17, 2018

Budżety obywatelskie będą sterowane centralnie, z Warszawy?

2014.09.22 318 Wyświetleń Możliwość komentowania Budżety obywatelskie będą sterowane centralnie, z Warszawy? została wyłączona
Budżet obywatelski
Budżet obywatelski

Budżet obywatelski staje się coraz popularniejszy w polskich samorządach. Dziś nie jest on jednak unormowany, działa na zasadzie umowy społecznej. Czy powinien być uregulowany prawnie? Eksperci, samorządowcy i politycy mają w tej sprawie podzielone opinie.

Prawnik dr Dawid Sześciło z Zakładu Nauki Administracji Uniwersytetu Warszawskiego opowiada się jednoznacznie za prawną regulacją budżetu obywatelskiego, choć podkreśla, że powinna ona dotyczyć tylko jego podstawowych zasad.

Nie chodzi o to, by narzucić gminom jakąś jednolitą formułę budżetu czy procedurę, od której nie można będzie odstąpić ani na krok. Chodzi mi o to, by była to ramowa regulacja dająca dużą swobodę, pozwalająca dostosowywać budżet do lokalnych warunków, ale też nakreślająca ogólne ramy” – powiedział Sześciło.

Jego zdaniem w odpowiednich ustawach powinny znaleźć się zapisy, które zapewnią wszystkim mieszkańcom gminy prawo do: zgłaszania projektów do budżetu obywatelskiego, konsultacji i dyskusji nad budżetem oraz otwartego głosowania. Sześciło uważa też, że konieczne jest wprowadzenie zapisu, który ograniczyłby weryfikację zgłoszonych przez mieszkańców projektów wyłącznie do kryteriów formalnych, czyli zgodności z przepisami.

„Warto byłoby też zagwarantować w prawie, że budżet będzie miał określoną minimalną wysokość. Kwestią do dyskusji jest to, czy np. będzie to pół procenta budżetu gminy. Ważne jest, by nie była to kwota tylko symboliczna, bo w takim przypadku budżet ma tylko fasadowy charakter” – powiedział Sześciło.

W jego opinii prawne umocowanie budżetu obywatelskiego dałoby m.in. gwarancję, że wybrane przez mieszkańców projekty zostaną zrealizowane. „Bo dziś budżet taki działa na zasadzie umowy społecznej. W świetle prawa jest on tylko formą konsultacji społecznych, a takie konsultacje z definicji są niewiążące dla burmistrza czy prezydenta. Jeśli burmistrz albo prezydent propozycji wybranych w budżecie nie uwzględni, mieszkańcy nie mają żadnych narzędzi prawnych, by takie decyzje zaskarżyć” – powiedział  Sześciło.

Zdaniem prawnika zestaw podstawowych zasad dotyczących budżetu obywatelskiego można by zapisać w którejś z trzech ustaw: o referendum lokalnym, o samorządzie (w miejscu, gdzie mówi się o konsultacjach społecznych) lub w ustawie o funduszu sołeckim.

„W ramach tego funduszu sołectwa mogą zgłaszać pewne projekty do uwzględnienia w budżecie gminy. Fundusz ten spełnia wszelkie definicje budżetu obywatelskiego spotykanego dziś w miastach, ale jest on zarezerwowany dla obszarów wiejskich. Prostym zabiegiem byłoby rozciągnięcie, po drobnych modyfikacjach, tego sołeckiego na miasta” – powiedział Sześciło.

Za przyjęciem pewnych regulacji prawnych budżetu obywatelskiego opowiedział się przewodniczący sejmowej komisji samorządu terytorialnego i polityki regionalnej poseł Piotr Zgorzelski (PSL). Jego zdaniem zapisy ustawowe powinny być jednak tak skonstruowane, by nie ograniczać swobody samorządów. W jego opinii prawo mogłoby ustalać np. minimalną wysokość budżetu.

„Mógłby to być np. 1 procent budżetu gminy” – powiedział Zgorzelski. Dodał, że inne zasady dotyczące budżetu obywatelskiego, w tym np. zapis o konieczności podziału środków na dzielnice w dużych miastach, powinny być zawarte w wewnętrznych regulaminach gmin.

Z kolei Izabela Kloc (PiS), która zasiadała jako wiceprzewodnicząca w sejmowej komisji samorządu terytorialnego uważa, że wprowadzanie w ustawach zapisów dotyczących budżetu obywatelskiego jest niepotrzebne. „Samorządy już i tak mają zbyt wiele obwarowań i różnych przepisów, które nieraz hamują nawet ich działalność. W sprawie budżetu obywatelskiego dałabym im dowolność” – powiedziała.

Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, które to miasto jako pierwsze – w 2011 r. – wprowadziło budżet obywatelski, jest przeciwny wszelkim regulacjom zawartym w ustawach.

„Zbyt dużo rzeczy w Polsce jest centralnie sterowanych. To społeczność lokalna powinna sama sobie wypracować pewne reguły zarządzania budżetem obywatelskim i potem sama ich przestrzegać. Odgórne regulacje byłyby zaprzeczeniem budżetu obywatelskiego” – powiedział PAP Karnowski dodając, że z jakości realizacji budżetu włodarze miasta zostaną rozliczeni przy okazji wyborów.

Tomasz Bąk, burmistrz Kęt, która to gmina przeznaczyła na budżet obywatelski największy procent swoich wydatków, także jest przeciwny ustawowym regulacjom. „Jeśli jakiś samorząd stworzy budżet, a potem zrobi z tego fikcję, nie zrealizuje, to następuje weryfikacja na wyborach. Byłbym samobójcą, gdybym stworzył coś, czego bym potem nie zrealizował” – powiedział PAP burmistrz. W jego opinii do zarządzania budżetem obywatelskim wystarczą regulaminy stworzone przez samorząd gminny.

Bąk chętnie zgodziłby się natomiast na regulację prawną, która – na kształt funduszu sołeckiego – wprowadzałaby możliwość ubiegania się przez samorządy prowadzące budżet obywatelski o częściowe dofinansowanie jego realizacji z budżetu państwa. „Każdy grosz się przyda” – powiedział burmistrz.

Około 90 miast w Polsce ma dziś budżet obywatelski. Jednak w opinii specjalistów budżety te mają liczne mankamenty i tylko co dziesiąty z nich spełnia wszystkie kryteria konieczne dla tego, by to przedsięwzięcie nazwać „obywatelskim”.

Pierwszym miastem w Polsce, które zdecydowało się oddać część swoich funduszy do dyspozycji mieszkańców, był Sopot. Kurort wprowadził budżet obywatelski w 2011 r., choć nie obyło się to bez oporów ówczesnych władz. Pomysł przeforsowała tutaj nieformalna grupa mieszkańców skupiona w Sopockiej Inicjatywie Rozwojowej, która przy okazji wyborów samorządowych w 2010 r. przekonała do tej idei grupę świeżo wybranych radnych, a ci przegłosowali odpowiednie uchwały.

Według Wojciecha Kębłowskiego, który na zlecenie Instytutu Obywatelskiego przygotował już dwa raporty na temat budżetu obywatelskiego w Polsce, w ciągu kilkunastu miesięcy od wprowadzenia tego pomysłu w Sopocie ideą „zaraziło się” kilkanaście samorządów, a prawdziwa lawina ruszyła w 2013 i 2014 r. „Do dziś na tę formę wspólnego decydowania z mieszkańcami o wydatkach zdecydowały się władze około 90 miast, kilka powiatów, a nawet jedno województwo – podlaskie” – powiedział Kębłowski.

Jego ostatni raport – sporządzony w lutym br. i oparty na danych z 72 miast – wskazuje jasno, że w ślad za upowszechnianiem się budżetu obywatelskiego nie idzie jakość.

Kębłowski wylicza w raporcie wiele mankamentów związanych z przygotowywaniem budżetów obywatelskich przez samorządy. Według zebranych przez niego danych tylko w 32 proc. przypadków zorganizowano spotkania mieszkańców, na których mogli oni porozmawiać na temat samego budżetu lub zgłoszonych do niego projektów. Autor raportu podkreśla, że tylko 78,4 proc. samorządów wskazywało w sposób precyzyjny wielkość budżetu.

69 procent samorządów pozwoliło mieszkańcom na zgłaszanie projektów dotyczących wszystkich kompetencji gminy. Pozostałe wprowadzały ograniczenia zawężając kryteria do konkretnych wybranych dziedzin jak np. infrastruktura drogowa, rekreacja czy bezpieczeństwo. Z kolei 13,4 proc. miast wyodrębniło w budżecie osobne pule na projekty dzielnicowe oraz te ogólnomiejskie: pozostałe wprowadziły budżet tylko na jednym z tych poziomów.

Z raportu wynika też, że tylko w 20,6 proc. budżetów miało wiążący charakter, tzn. samorząd nie narzucał mieszkańcom merytorycznych ograniczeń, zasady wyboru projektów były jasne i precyzyjnie określone, a zwycięskie projekty zostały zrealizowane.

W opinii Kębłowskiego generalnie tylko co dziesiąty budżet obywatelski w Polsce można uznać za spełniający wszystkie wymogi stawiane przed takim przedsięwzięciem.

Jego zdaniem najczęściej łamana jest jedna z podstawowych zasad mówiąca, iż mieszkańcom powinno się dać zupełną swobodę w tematyce zgłaszanych projektów, a decydenci powinni je weryfikować tylko pod względem formalnym (czyli np. zgodności z prawem). „Tymczasem weryfikacja ma często charakter merytoryczny, a ustalone przez decydentów kryteria są bardzo nieprecyzyjne, co pozwala na odrzucenie niemal każdej propozycji zgłoszonej przez mieszkańców” – powiedział Kębłowski.

Według danych zawartych w jego raporcie, w wielkości środków przeznaczonych na budżet obywatelski przodowała Łódź z 30 mln zł wyłożonymi na budżet głosowany w 2013 r. (dziś wiadomo już, że budżet, nad którym mieszkańcy głosować będą w tym roku wyniesie 40 mln zł). Na drugim miejscu pod względem wysokości budżetu znalazła się Warszawa z 26,2 mln zł, a na trzecim – Wrocław z 20 mln zł (w obu miastach chodzi o budżety, nad którymi glosowanie odbędzie się w tym roku).

Jednak w opinii autora raportu o rzeczywistym prospołecznym nastawieniu samorządów świadczą nie kwoty, ale dwa inne wskaźniki: udział procentowy budżetu obywatelskiego w całkowitym budżecie samorządu oraz w jego wydatkach majątkowych (czyli wydatkach na inwestycje). Kębłowski przytacza przykład budżetu obywatelskiego Kęt z 2013 r., gdzie w ręce mieszkańców oddano ponad 3,4 mln zł, a suma ta stanowiła 3,4 proc. całkowitego budżetu miasta oraz ponad 17,6 proc wydatków majątkowych. W obu tych kategoriach Kęty są liderami w skali kraju.

Także Świdnica i Kraśnik mocno postawiły na budżet obywatelski oddając w tym roku do dyspozycji mieszkańców odpowiednio prawie 2 proc. całego swojego budżetu (stanowi to ok. 12,4 proc. wydatków inwestycyjnych) i 1,86 proc. (8,1 proc. wydatków inwestycyjnych).

Dla porównania Kębłowski podaje, że ubiegłoroczny 30-milionowy budżet obywatelski Łodzi stanowił 1 proc. całkowitego budżetu miasta. „Mizernie prezentuje się Warszawa, gdzie środki przeznaczone na budżet partycypacyjny (26,2 mln zł – PAP) stanowią zaledwie 0,18 proc. wszystkich miejskich wydatków” – napisał w raporcie Kębłowski, dodając, że 20 mln zł, jakie przeznaczył w tym roku na budżet obywatelski Wrocław stanowią 0,51 proc. wszystkich wydatków miasta.

Jak obliczył autor raportu, aby zrównać się z Kętami jeśli chodzi o stosunek wysokości budżetu obywatelskiego do wszystkich wydatków samorządu, Łódź powinna pozwolić mieszkańcom decydować o wydaniu 100 mln zł, Wrocław – 133 mln zł, a Warszawa – 495 mln zł.

Pierwszym miastem na świecie, którego mieszkańcy zaczęli decydowali o tym, jak wydać część miejskiego budżetu było brazylijskie Porte Alegre. Po raz pierwszy budżet nazwany partycypacyjnym, wprowadzono tam w 1989 r. Od tego czasu idea rozprzestrzeniła się w wielu miastach w Ameryce Północnej i Południowej, Europie oraz Azji. Zdaniem Kębłowskiego dziś – w zależności od tego, jakie przyjąć kryteria, budżet obywatelski realizowany jest w od 1,5 do trzech tysięcy miast. W Europie szczególnie popularny jest on w Hiszpanii, Portugalii, Niemczech, Włoszech i Wielkiej Brytanii.

Nie przegap aktualności śledź Swidniczanie.com i bądź na bieżąco!
Ładowanie...
0/5 - 0
Musisz się zalogować.
W lesie zamiast w ławkach czyli EKOlekcje w świdnickich gimnazjach

W lesie zamiast w ławkach czyli EKOlekcje w świdnickich gimnazjach

Eksperci proponują podatki samorządowe

Eksperci proponują podatki samorządowe

Powiązane wiadomości
Komentarze wyłączone